Marcowe spotkanie w Dyskusyjnym Klubie Książki poświęcono powieści Arlette Cousture „Dzieci stamtąd”. Kanadyjska pisarka po wnikliwym zapoznaniu się z historią Polski okresu I wojny światowej i wysłuchaniu wspomnień Polaków, którzy znaleźli się w Kanadzie, postanowiła opisać historię rodziny Pawulskich.
Oparła się też na dokumentach i opisach Polski, których dostarczył jej mąż podróżujący po Europie i odwiedzający miejsca, w których toczy się akcja książki. Mimo tak zdawałoby się gruntowej i wyczerpującej pracy autorce nie dało się do końca stworzyć dzieła, które pokazałoby Polskę i jej mieszkańców pod okupacją niemiecką.
Jak podkreślali uczestnicy spotkania historia krakowskiej inteligencji jest niezwykle dramatyczna, brak jednak głębszego rysu psychologicznego bohaterów. Autorka czasem tak kreuje ich losy, że wydają się czytelnikowi mało prawdopodobne lub wręcz niemożliwe (np. samotna wędrówka dzieci przez Karpaty). Odnosi się wrażenie, że Arlette Cousture nie rozumie polskiego ducha, patrzy na Polaków z boku, nie czuje ich emocji i uczuć.
Kanadyjczycy nie doświadczyli okrucieństwa wojny, owszem pomagali zbierając dary dla uchodźców, zatrudniali ich, ale nie wiedzą, co to codzienna walka o przetrwanie. Poznajemy Pawulskich, ale czujemy niedosyt, nie poznając bliżej Kanady, kultury, obyczajów jej rdzennych mieszkańców. Emigracja przywołała skojarzenie z bardzo aktualnym tematem, który jest obecny w mediach. Oto dziś Polacy stają przed dylematem przyjęcia uchodźców. Czy to taka sama sytuacja jakiej doświadczali nasi rodacy tuż po wojnie, ale i w latach 80? Obawa przed wojną ciągle w Polakach jest, zwłaszcza teraz w obliczu wojny w Ukrainie. Książka ma wiele niedokończonych wątków, stąd nasuwa się myśl, że będzie kontynuowana. Niewątpliwie jej zaletą jest ukazanie siły braterskiej i rodzicielskiej miłości, która nigdy się nie kończy i potrafi zwyciężyć śmierć.